środa, 24 kwietnia 2013

2 kwietnia

Drogi pamiętniczku...

Ach, moja mama parę dni temu złamała nogę i nie ma siły obudzić świata przyrody do życia, więc wszędzie wokół śnieg i lód, lub błoto i woda :(. Ja jeszcze jestem za młoda, by pomóc w jej pracy... Pech to pech. Naprawdę, gdyby złamała nogę w grudniu, czy w lipcu to nic by się nie stało, do wiosny by się zrosło, ale zgaduję, że nogę złamała w marcu, sądząc po tym, że jednego dnia było powyżej 10 stopni Celsjusza, a następnego spadł śnieg. No ale moja mama nie chce się przyznać, że za wcześnie chciała mieć wiosenne porządki z głowy i potknęła się o korzeń którego nie było widać z pod śniegu, więc zostaje mi tylko zgadywać. Ha, a jeszcze parę lat temu rozmawialiśmy o globalnym ociepleniu!

Przyroda szaleje! Rano deszcz ze śniegiem, potem wychodzi słoneczko i jest 5 stopni Celsjusza... Błoto i woda! A ja zawsze wracam do domu pieszo, bo samochody są nieekologiczne, no i moje najładniejsze koturny całe czarne od błota i przemoknięte od kałuż. A los chciał że gdy wyciągałam nogę z tej pułapki w którą wpadłam gdy rozmawiałam przez itrumnę z Robbecą zgubiłam mój prześliczny różowy błyszczyk!
Wróciłam do domu cała po denerwowana, ale humor poprawiła mi niespodzianka mamy - hamak do pokoju! A potem na rozluźnienie przymknęłam oko na ekologię i wzięłam długą kąpiel w wannie, razem z pływającymi świeczkami, kwiatkami róż i lawendową pianką... Dla takich chwil warto żyć!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz